UWAGA! Komentowanie artykułów zostało wyłączone na okres ciszy wyborczej
Dzisiaj imieniny: Aleksandryny, Józefa, Nicety Wtorek, 19.06.2018

Martinoff z Londynu: Skąd wiedzą, że Oleksy nie był Olinem?

Kategoria: Blogosfera 25-01-2015, 23:13 czytane:

 razy
komentarzy: 29

Festiwal głupoty, w związku ze śmiercią Józefa Oleksego, trwa w Nowym Sączu w najlepsze. Prym w tym wiodą lokalni politycy wszelkiej maści i media.

Gdy w Warszawie śmierć komunistycznego polityka powoduje wzmożoną debatę, nie tylko o jego działalności, ale szerzej o komunistycznych zbrodniach, to w Nowym Sączu mamy swoisty sojusz wszystkich ze wszystkimi. Wszyscy bowiem jak najlepiej wypowiadają się o zmarłym, w ogóle nie dopuszczając innych opinii na jego temat. A przecież do szerokiej opinii publicznej przedostawały się informacje o Oleksym jako „Olinie” i agencie AWO.

Mało tego. Jeszcze przed pogrzebem pojawiły się głosy, że Oleksemu należy przyznać tytuł honorowego obywatela miasta Nowego Sącza, w ogóle nie przypominając, co konkretnie Oleksy zrobił dla Nowego Sącza, poza tym, że wszyscy go tu znali.
Jest jeszcze gorzej. Wniosek o przyznanie tytułu honorowego obywatela złożył radny miejski z SLD (jedyny radny z lewicy). To akurat nie dziwi, ale powinno dziwić wsparcie ze strony wszystkich innych radnych i prezydenta Nowaka, który przecież starował w wyborach z poparciem PiS. A przed drugą tura wyborów wszędzie na mieście wisiały banery Nowaka u boku Kaczyńskiego.

W ogóle nie przedostaje się do dyskusji, pewna oczywista oczywistość, jakby powiedział klasyk. Czy robi się to celowo, czy z głupoty, tego nie wiem.
Otóż oczywistością jest to, że każdy agent ma jedną cechę charakterystyczną - prowadzi on podwójne życie. Jedno życie widzą jego najbliżsi i rodzina, a drugie oficer wywiadu, który go kontroluje. Żadna z osób znających Oleksego na co dzień nie ma pojęcia jak wyglądały ewentualne kontakty „Olina” z obcym wywiadem, bo znają tylko jedną stronę życia Oleksego. Nawet jeśli znają ją dobrze i długo. Mimo to, wypowiadają się w stanowczym tonie, że Oleksy takiej współpracy nie prowadził. A skąd to mogą wiedzieć skoro oprócz Oleksego i oficera wywiadu wie to tylko Pan Bóg (i może jeszcze parę osób na Kremlu).

Tego czy Oleksy był agentem czy nie - nie sposób jednoznacznie dziś przesądzić, ale powinien zadziwiać ten upór radnych i prezydenta. Głupotą jest bowiem lansowanie tytułu honorowego obywatela w świetle tych wszystkich informacji na temat Oleksego. Co się stanie, gdy za 30 lat jakiś historyk opublikuje książkę typu „Archiwum Mitrochina”, albo CIA zostanie zmuszona do upublicznienia akt jakiejś operacji i wtedy wyjdzie na jaw, czy Oleksy był „Olinem” i przekazywał Rosjanom informacje?

Czy ci obecni radni poniosą jakieś konsekwencje swojej głupoty?

Przecież przyszłe pokolenia powiedzą, że to wszystko wiedzieliśmy i mimo to przyznaliśmy Oleksemu tytuł.


Ale głupota radnych nowosądeckich jest znana nie od dziś. Do dziś bowiem tytułem honorowego obywatela miasta szczyci się Iwan Zołotar, sowiecki partyzant, którego oddział wysadził zamek w mieście. Rocznice zniszczenia zamku właśnie obchodziliśmy.

Kolejnym sygnałem jaki powinien zmusić radnych i prezydenta do myślenia jest inicjatywa nauczycieli z sądeckiego ekonoma, którzy chcą zmiany nazwy patrona szkoły. Obecnie patronem szkoły jest Oscar Lange, agent NKWD. A wyszło to na jaw kilka lat temu po upublicznieniu akt z operacji „Venona”.
Naszym radnym i prezydentowi nie daje to do myślenia, bowiem są zaślepieni urokiem osobistym Oleksego, który twierdził, że nigdy nie pracował dla żadnego wywiadu i nie przekazywał Rosjanom informacji. Tu mi się przypomina program telewizyjny w TVN Rymanowskiego o Zacharskim, kiedy ten, podłączony do wykrywacza kłamstw, powiedział, że nigdy nie był żadnym agentem i nie pracował dla wywiadu. I wykrywacz kłamstw nie wykrył żadnego kłamstwa. Chociaż ja przy dyskusji o Oleksym wolę posiłkować się innym przykładem finlandzkiego polityka Urho Kekkonena, który walczył w wojnie domowej w Rosji po stronie „białych” z komunistami. Potem był ministrem spraw wewnętrznym, premierem, a nawet prezydentem Finlandii. Po śmierci okazało się, że był również agentem KGB…

Martinoff z Londynu

**
„Martinoff” to pseudonim Marcina Kościsza, młodego mieszkańca Biegonic, przebywającego na saksach w Londynie, skąd bacznie śledzi sytuację w rodzinnym mieście. Bloger pisze na własną odpowiedzialność, nie przedstawia stanowiska redakcji.
Zachęcamy do lektury innych tekstów „Martinoffa z Londynu”, zakładka Blogosfera.
Red.

Podziel się

Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Aby komentować artykuły na portalu należy zalogować się Zarejestruj się