UWAGA! Komentowanie artykułów zostało wyłączone na okres ciszy wyborczej
Dzisiaj imieniny: Ludomira, Makarego, Wiliany Środa, 28.06.2017

Danuta Kulig: W każdej regionalnej potrawie jest odrobina naszego serca

Kategoria: Rozmowy Sądeczanina 30-08-2015, 17:15 czytane:

 razy

Rosół na jagnięcinie z ziemniakami i mięsem przygotowany przez panie ze Stowarzyszenia Młodów-Głębokie zrobił furorę na tegorocznym III Zjeździe Sądeczan w Starym Sączu. Okazał się najlepszym przysmakiem regionalnym, który został zgłoszony do Konkursu Kół Gospodyń Wiejskich. O tym, jak przyrządza się taką pyszną potrawę, innych smakołykach i działalności organizacji zakorzenionej w Dolinie Popradu rozmawiamy z Danutą Kulig, prezeską stowarzyszenia.

Bez wątpienia Was rosół podbił serca, a właściwie żołądki uczestników zjazdu, w tym również konkursowego jury. Jesteście Panie szczęśliwe?

- Bardzo cieszymy się, że nasz rosół tak smakował uczestnikom Zjazdu Sądeczan, no i oczywiście, członkom komisji, która oceniała potrawy zgłoszone do konkursu kulinarnego. W Zjeździe Sądeczan brałyśmy udział, jako stowarzyszenie, kolejny już raz. Co roku na tę imprezę staramy się przygotować potrawę regionalną, która wyróżnia się smakiem, aromatem, tym czymś, co sprawia, że jest ona wyjątkowa.

Chyba każdy wie, jak smakuje rosół... Co Wasz rosół ma w sobie takiego, że przypadł do gustu smakoszom?

- Co ma w sobie takiego? Wystarczy wziąć do ust kilka łyżek, a po jego spróbowaniu, odpowiedź sama się już nasunie. Oczywiście bazą tej potrawy jest mięso jagnięce, ale jej walory smakowe podkreślają dodane warzywa oraz zioła, które panie z naszego stowarzyszenia hodują w ogródkach, a potem zbierają je i suszą. To one dodają tej potrawie takiego niepowtarzalnego smaku i aromatu. W tym rosole jest m.in. lubczyk, cząber i... odrobina naszego serca.

Kiedyś w dolinie Popradu można było spotkać bardzo dużo wypasanych stad czarnych owiec. Później zniknęły one z łąk. Na szczęście hodowla czarnej owcy powoli się odradza....

- Rzeczywiście tak jest i z tego, że czarna owca wraca na łąki naszego regionu wypada się tylko cieszyć.

Kto wpadł na pomysł, aby do oceny komisji konkursowej przedstawić rosół?

- Nie chcę się chwalić, ale to był mój pomysł. Myślę, że dobrze radzę sobie z przyrządzaniem jagnięciny. Mój mąż lubi ten gatunek mięsa.

Zamiłowanie do przyrządzania potraw kuchni górali nadpopradzkich „odziedziczyła” Pani po swojej mamie, babci?

- Niezwykle cenię sobie tradycyjną kuchnię regionalną, ale ja nie pochodzę z tego regionu. Pochodzę ze Szczucina z dawnego województwa tarnowskiego. Od 1981 roku mieszkam w tym przepięknym zakątku Sądecczyzny. Można powiedzieć, wsiąkłam już w Dolinę Popradu, w to środowisko. Ten region jest niezwykły, tak jak niezwykłe są potrawy tradycyjne, które jadło się tutaj z pokolenia na pokolenie.

Rosół na jagnięcinie, to nie jedyna potrawa, jaką zaserwowałyście Panie w Starym Sączu?

- Oczywiście. Rosół był naszą sztandarową potrawą, ale smakosze mogli skosztować także tradycyjnych placków pasterskich czy naszych pysznych ciast: domowego sernika, jabłecznika, placka królewskiego, placka ze śliwkami.

Szefuje Pani Stowarzyszeniu Młodów-Głębokie, które od wielu lat angażuje się w lokalne przedsięwzięcia. Kultywuje ono tradycje nadpopradzkiej dziedziny. Jego członkowie angażują się w różne wydarzenia kulturalne, promują regionalne specjały kulinarne...

- Już trzeci rok szefuję stowarzyszeniu. Działa ono na terenie gminy uzdrowiskowej Piwniczna-Zdrój od 1996 roku. Wcześniej stowarzyszeniem kierowała Maria Krasowska, która nadal bardzo angażuje się w jego działalność.

W ciągu tych lat, dzięki pracy ludzi skupionych w stowarzyszeniu i sympatyków, udało się zrealizować wiele przedsięwzięć. Stowarzyszenie ma się czym pochwalić...

- To prawda. Udało się nam odnowić zdewastowane ujęcia wód mineralnych „Św. Kingi”, odbudować pijalnię i zagospodarować znajdujący się powyżej ujęć wody park zdrojowy z wieżą widokową i oczkiem wodnym, w którym mieszkają żaby. Oczko wypełnia się wodą z miejscowych wypływów. Znajduje się ono powyżej pomnika i parku Św. Kingi, patronki źródeł w Głębokiem. Wszystkie te prace prowadzone etapami wymagały ogromnego wysiłku. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie zaangażowanie ludzi i fundusze, które udało się nam pozyskać. Pomocne okazały się i to bardzo fundusze z zewnątrz. Były to środki z Funduszu Kropla Beskidu. Teraz stowarzyszenie samo musi zdobywać pieniądze na utrzymanie m.in. tej infrastruktury. Wszystkie pieniądze, które udaje się nam zarobić m.in. na imprezach, na które jesteśmy zapraszani, przeznaczamy na renowację właśnie infrastruktury nad źródłami św. Kingi. Niestety, muszę to powiedzieć z przykrością jest ona dewastowana. Środki te przeznaczamy również na działalność statutową.

Głębokie ma wyjątkowe, płynne bogactwo....

- Jak najbardziej. Są nim źródła wody mineralnej o leczniczych właściwościach. Wspomaga ona układ sercowo-naczyniowy i trawienny. Źródła te cieszą się ogromną popularnością smakoszy. Są one ogólnodostępne. By zaczerpnąć tej wody ustawiają się długie kolejki. Co roku nasze źródła odwiedza naprawdę mnóstwo osób. Marzy nam się, aby w przyszłości powstał tam park uzdrowiskowy z prawdziwego zdarzenia, ale chcąc zrealizować taki pomysł potrzeba inwestora.

Ile osób zrzesza Stowarzyszenie Młodów –Głębokie?

- Dwadzieścia jeden. Przeważają w nim kobiety, ale są także panowie. Mężowie naszych członkiń, którzy nas wspierają.

Stowarzyszenie może pochwalić się także własną książką kucharską. Jakie przepisy można w niej znaleźć?

- Książka nosi tytuł „Nadpopradzkie Jadło”. Znajdują się w niej przepisy tradycyjnej kuchni górali nadpopradzkich. We wrześniu br. będzie można nabyć egzemplarze z drugiego jej wydania. Było to możliwe dzięki środkom pozyskanym z Urzędu Marszałkowskiego, który na ten cel przeznaczył 5 tys. zł. Miasto i Gmina Piwniczna-Zdrój dołożyła tysiąc złotych. Do tytułu drugiego wydania dodaliśmy jeszcze nazwę - Smaki naszego dzieciństwa.

No właśnie - jakie są te smaki górali nadpopradzkich zapamiętane z czasów dzieciństwa?

- Wymienię choćby kilka potraw: „Korpielanka” (bieda zupa) z groszkiem perłowym, „placki pasterskie”, „ryby z Popradu pieczone na słomie” i inne. Mamy nadzieję, że już niebawem nasza zupa „korpielanka” znajdzie się na liście produktów tradycyjnych. Mamy za sobą kolejny etap rejestracji tej potrawy. Jest to zupa robiona z brukwi. W kolejce do rejestracji czekają placki pasterskie. Chcemy także zgłosić do oceny nasz rosół z jagnięciny, „lubczykówkę” czyli nalewkę leczniczą, która w naszym regionie jest bardzo popularna. Promujemy zdrową żywność. Hodujemy dynie, cukinie, z których przygotowujemy pyszne zupy. Ze świeżej pietruszki robimy napój. Kto nie próbował, niech żałuje.

Jakie plany ma stowarzyszenie na najbliższe miesiące, może lata?

- Chcemy pozyskać środki, aby nasz park św. Kingi piękniał

Nagroda, którą Panie otrzymały na Zjeździe Sądeczan trafiona?
- Jak najbardziej. Taki termos planowałyśmy kupić. Nagroda jest jak znalazł

Dziękuję za rozmowę.

Iga Michalec
Fot. (MIGA), Danuta Kulig.

Podziel się

DODAJ KOMENTARZ

Aby komentować artykuły na portalu należy zalogować się Zarejestruj się