UWAGA! Komentowanie artykułów zostało wyłączone na okres ciszy wyborczej
Dzisiaj imieniny: Edwarda, Narcyza, Zbysława Poniedziałek, 18.06.2018

Śmieciowe jedzenie w szkołach zejdzie do podziemia?

Kategoria: Wiadomości 03-09-2015, 13:06 czytane:

 razy
komentarzy: 8

Ze szkolnych sklepików z nowym rokiem szkolnym znika śmieciowe jedzenie. Koniec z chipsami, batonami, cukierkami, hot dogami i słodkimi gazowanymi napojami. Ten pomysł wart jest realizacji, twierdzi sądecki kurator oświaty. Ale ajenci miejskich, szkolnych sklepików boją się plajty. Mówią, że produkty dopuszczone przez odgórną ustawę do sprzedaży są o wiele droższe. Nie brak też sceptycznych głosów wśród rodziców.

Likwidację śmieciowego jedzenia w szkołach reguluje nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Skąd ta wojna wydana chipsom, cukierkom, hot dogom i słodkim gazowanym napojom? Bo z danych UNICEF, organizacji humanitarnej i rozwojowej działającą na rzecz dzieci wynika, że w latach 2002-2012 z siedmiu do siedemnastu procent wzrósł w Polsce odsetek dzieci z nadwagą. Z kolei dane Instytutu Żywności i Żywienia mówią, że odsetek dzieci z nadwagą, w zależności od województwa, wynosi od dwudziestu dwóch do trzydziestu dwóch procent. Specjaliści zwracają uwagę, że błędy żywieniowe są przyczyną licznych schorzeń, m.in. otyłości, chorób układu sercowo-naczyniowego, cukrzycy, nowotworów.

Czy ustawowe zmuszanie ajentów szkolnych sklepików do sprzedawania zdrowej żywności rozwiąże problem otyłości u dzieci?

Dyrektor sądeckiej delegatury Kuratorium Oświaty Stanisław Szudek podkreśla, że szkoła jest jednostką edukacyjną, a edukacja dotyczy także sposobu odżywiania się. Jednak trudno to zrobić, kiedy w szkole uczeń może kupić jedzenie, które zdrowe nie jest.

- Szkoła powinna być konsekwentna. Skoro mówimy uczniom, że jednym z warunków zdrowia jest prawidłowe odżywianie się, to te słowa trzeba poprzeć czynami. W tym sensie zakaz sprzedaży śmieciowego jedzenia w szkolnych sklepikach jest logiczny. Ale pytanie, gdzie postawić granicę? Mówi o tym regulacja prawna. Można mieć nadzieję, że zaskutkuje.

Choć ustawowe rozwiązania wchodzą w życie wraz z rozpoczęciem roku szkolnego, to w niektórych sądeckich szkołach nie czekano na realizację rządowych pomysłów. Do takich placówek należy między innymi Szkoła Podstawowj nr 6 im. ks. Jerzego Popiełuszki.

- W naszej szkole pozbyliśmy się już niezdrowej żywności, bo w tej sprawie interweniowali rodzice. Na bieżąco czynili uwagi, a my po prostu się do tego dostosowaliśmy. Rodzice nie chcieli, żeby w szkolnym sklepiku były chipsy i napoje gazowane. Teraz dzieci mogą sobie kupić soki, kanapkę czy jakieś owoce - mówiła w rozmowie z naszym portalem Halina Stanek, dyrektorka szkoły

Nie brak jednak głosów, że ustawowe rozwiązania nie spowodują zmiany nawyków żywieniowych wśród dzieci, które i tak będą kupowały niezdrowe jedzenie poza szkołą

- Tak naprawdę wszystko zależy od rodziców. To przede wszystkim my decydujemy o tym co jedzą nasze dzieci na drugie śniadanie
- mówi mama dziesięcioletniej Jagody, uczennicy jednej z sadeckich podstawówek. - Oczywiście najlepiej przygotować dziecku super zdrowe drugie śniadanie i owocowe przekąski, ale jeśli ktoś chce kupić własnemu dziecku chipsy czy słodki gazowany napój, nikt mu tego nie zabroni. Podobnie jak nie wiemy, czy nasze dzieci nie wydadzą kieszonkowego na fast foody w jakiejś budce w pobliżu szkoły. To zamiast ustawowych rozwiązań potrzebny jest po prostu zdrowy rozsądek.

Na razie ustawowe rozwiązania spadły na barki ajentów szkolnych sklepików, którzy twierdzą, że lista produktów spożywczych dopuszczonych do sprzedaży w szkole jest bardzo restrykcyjna. Z jadłospisu uczniów nie tylko typowe śmieciowe jedzenie, np. chipsy, ale również napoje czy produkty ze zbyt dużą zawartością cukru.

- Podobno nie będziemy mogli sprzedawać nawet soków przecierowych z owoców i warzyw bo mają ponoć zbyt dużo cukru - mówi proszący o zachowanie anonimowości jeden z ajentów prowadzących w Nowym Sączu szkolny sklepik. - Boję się, że ten mój niewielki, prowadzony od lat interes splajtuje, bo produkty dopuszczone przez ustawę do sprzedaży są o wiele droższe niż to, co miałem w ofercie do tej pory. Weźmy choćby cenę razowej bułki, czy chleba pełnoziarnistego z wędliną i warzywami. Kanapki będą o wiele droższe. A Sącz to nie Warszawa, w której wymyślają takie pomysły. U nas ludzie zarabiają mało.

Za złamanie przepisów grożą sankcje. Jeżeli kontrola w szkole lub przedszkolu przeprowadzona przez inspekcję sanitarną wykaże, że zostało złamane prawo, na ajenta prowadzącego sklepik lub stołówkę będzie mogła być nałożona kara pieniężna w wysokości od tysiąca do pięciu tysięcy złotych. Dyrektor placówki będzie mógł rozwiązać z takim ajentem umowę w trybie natychmiastowym, bez zachowania terminu wypowiedzenia.

Nowe przepisy będą obowiązywać we wszystkich szkolnych placówkach, podstawowych do ponadgimnazjalnych. Żywności niedopuszczonej do sprzedaży w placówkach oświatowych nie będzie można reklamować w tych placówkach i w ich pobliżu.

Agnieszka Michalik
Fot. sxc.hu
 

Podziel się

Komentarze

DODAJ KOMENTARZ

Aby komentować artykuły na portalu należy zalogować się Zarejestruj się